Węgry właśnie napisały nowy rozdział swojej historii. Frekwencja bliska 80%, wielkie zwycięstwo Pétera Magyara i jego ugrupowania TISZA. To nie tylko zmiana władzy – to koniec 16-letniej ery Viktora Orbána i systemu, który coraz mniej miał wspólnego z demokracją.
Orbán zbudował układ zależności, lojalności i strachu. Był to wręcz mafijny model zarządzania państwem. Stopniowo zawłaszczał instytucje, podporządkował sądy, przejął kontrolę nad mediami. Rozwinął system korupcyjny, na którym korzystała jego rodzina i zaprzyjaźnieni biznesmeni. W ostatnich latach rozbijał europejską jedność i wspierał interesy Rosji.
Na szczęście pojawił się Péter Magyar. Dwa lata pracy, tysiące spotkań, mobilizacja młodych, sygnalistów i tych, którzy mieli dość. Bez pieniędzy państwa i bez dostępu do mediów, ale z wiarygodnością.
To była walka Dawida z Goliatem. I tym razem Goliat przegrał. „Węgrzy powiedzieli: nie oszustwu i manipulacji. To zwycięstwo wolności nad kłamstwem” – mówił Magyar.
Przez lata Orbán był wzorem dla prawicowych populistów. W Polsce PiS kopiował jego rozwiązania – upolitycznianie sądów, prokuratury, mediów i transfer publicznych pieniędzy do swoich.
W Polsce instytucje okazały się silniejsze, a PiS został odsunięty od władzy po ośmiu latach. Paradoksalnie jednak to dziś Węgrzy mogą szybciej przywrócić rządy prawa. TISZA zdobyła 53% i 138 mandatów, co daje większość konstytucyjną.
W Polsce kluczowe reformy blokuje prezydent wywodzący się z obozu PiS. Do pełnego przywrócenia praworządności potrzebna jest większość 3/5 głosów w Sejmie.
Czy w Polsce w 2027 roku postawimy kolejny krok w stronę pełnej odbudowy państwa prawa i odpolitycznienia zabetonowanych przez PiS instytucji?