W Sejmie ruszyły prace nad budżetem państwa na 2027 rok. Będę bezpośrednio zaangażowany w jego procedowanie, gdyż podczas ostatniego posiedzenia zostałem oddelegowany przez Klub Parlamentarny Centrum do Komisji Finansów Publicznych.
Przyszłoroczny budżet zakłada 696,4 mld zł dochodów i 977,6 mld zł wydatków. Deficyt może wynieść maksymalnie 281,2 mld zł. Opozycja mocno krytykuje jego wysokość i rosnące zadłużenie. Warto jednak zwracać uwagę nie tylko na to, ile państwo pożycza, ale przede wszystkim – na co.
Pracując w samorządzie, często powtarzałem, że trzeba inwestować w silniki, a nie w pomniki. Dziś, gdy Rosja przestawiła gospodarkę na tryb wojenny, jednym z takich „silników” jest bezpieczeństwo naszego państwa. Na obronność narodową wraz z Funduszem Wsparcia Sił Zbrojnych zaplanowano 198,1 mld zł. Jeśli ceną naszej wolności i bezpieczeństwa jest wyższe zadłużenie, zdecydowanie warto ją zapłacić.
Aż 274,1 mld zł ma trafić na ochronę zdrowia. To wzrost o 26,3 mld zł w stosunku do 2026 roku. Samo dosypywanie pieniędzy do systemu nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Potrzebujemy działań poprawiających efektywność wydatków, takich jak rozwój e-rejestracji czy wprowadzenie maksymalnych stawek wynagrodzeń.
Ważną pozycją są także programy społeczne, w tym Rodzina 800+, Aktywny Rodzic oraz 13. i 14. emerytura. Tylko te trzy pozycje to blisko 100 mld zł.
Budżet to nie same tabelki z liczbami. To plan finansowy określający priorytety państwa na cały rok. Choć zadłużenie jest wysokie, projekt zapewnia środki na bezpieczeństwo, najważniejsze potrzeby obywateli i rozwój gospodarczy. Naszym zadaniem jest dopilnować, aby każda wydana złotówka przynosiła możliwie największe korzyści.