Przez wiele lat kwestie bezpieczeństwa były wyjęte z bieżącego sporu politycznego. Po ataku Rosji na Ukrainę spokojne czasy się skończyły. Musimy szybko nadrobić wieloletnie zaległości i zbudować silną armię.
Rząd PiS podpisał kontrakty na dostawy uzbrojenia głównie z USA i Korei Południowej. Rząd koalicji 15 października utrzymał te zamówienia i zwiększył nakłady na wojsko.
Kupujemy nowoczesny sprzęt za granicą, ale musimy też zwiększać własne moce produkcyjne. Nie możemy być zależni wyłącznie od zewnętrznych dostaw.
Dlatego powstał program SAFE, który ma rozbudować zdolności produkcyjne w Unii Europejskiej, w tym w Polsce. UE ma zaciągnąć tani kredyt i przekazać środki państwom członkowskim. Listę niezbędnych inwestycji przygotowało Wojsko Polskie. Aż 89% środków ma zostać w Polsce. Wszystko jest gotowe do wdrożenia.
To duża szansa dla polskiej gospodarki. W województwie kujawsko-pomorskim środki trafią do czterech zakładów, a na realizacji zamówień skorzysta 899 firm – podwykonawców.
PiS początkowo popierał ten pomysł, jednak później zapadła polityczna decyzja, by go krytykować. Zaczęto szukać dziury w całym i podnosić niedorzeczne argumenty. Gdy ta narracja nie przekonała Polaków, prezydent Nawrocki potrzebował innego alibi dla weta wobec programu SAFE. Wspólnie z prezesem Glapińskim zaproponował „zakombinowanie” z rezerwami NBP, by wykazać księgowy zysk i przeznaczyć go na zbrojenia.
Prezydent Nawrocki wykorzystał bezpieczeństwo Polski do prowadzenia politycznej gry. Zawetował program SAFE tylko po to, by zaszkodzić rządowi. Zrobił to kosztem polskiej armii i naszego bezpieczeństwa. Zamiast uruchomić środki z gotowego programu SAFE, będziemy miesiącami dyskutować o jego niebezpiecznym pomyśle.