Jego wybór na prezydenta w zeszłym roku niewiele w Polsce zmienił — a jeśli już, to niestety na gorsze. Przez najbliższe lata będzie kontynuował politykę swojego poprzednika i blokował próby przywracania praworządności w Polsce. Będzie też podważał wyroki polskich i europejskich sądów, jeśli nie pasują one PiS-owi.
Utrzymywanie chaosu w sądownictwie, wprowadzonego przez PiS, stanie się wygodnym pretekstem do ułaskawiania skazanych za przekręty polityków tzw. Zjednoczonej Prawicy. Mimo to nie możemy odpuszczać ani rozliczeń, ani przywracania praworządności — musimy konsekwentnie dążyć do odbudowy niezależności Trybunału Konstytucyjnego, KRS i części Sądu Najwyższego.
Nawrocki wyraźnie kopiuje styl i działania Donalda Trumpa, w którego jest zapatrzony. Nie zauważa jednak, że za prezydentury Trumpa interesy USA coraz częściej są sprzeczne z interesami Polski i Unii Europejskiej.
Dla Polski największym zagrożeniem jest Rosja, a naszym strategicznym interesem jest wspieranie walczącej Ukrainy oraz silny sojusz polityczno-gospodarczy w ramach Unii Europejskiej. Dla Trumpa Putin to partner do robienia interesów, a Ukraina i Unia Europejska — przeszkoda w realizacji jego planów oraz planów miliarderów, którzy go otaczają.
Nawrocki — podobnie jak większość prawicy — ma dziś poważny problem. Z jednej strony bezkrytycznie patrzy w stronę Trumpa, z drugiej deklaruje niechęć wobec Rosji i Putina. To poważny dysonans, który coraz trudniej maskować.