Nie mam żadnych wątpliwości, że w 2025 roku nazwisko Donalda Trumpa było jednym z najczęściej przywoływanych na świecie. Od momentu zaprzysiężenia na prezydenta Stanów Zjednoczonych wprowadził wiele zmian, które silnie wpłynęły na globalną politykę. Coraz wyraźniej widać, że prezydentura Trumpa oznacza odejście od porządku międzynarodowego zwanego Pax Americana, opartego przez dekady na silnej roli USA i stabilnych sojuszach.
W jego miejsce Trump konsekwentnie promuje podejście America First, które w praktyce ogranicza gotowość Stanów Zjednoczonych do ponoszenia kosztów przywództwa i osłabia więzi euroatlantyckie.
Z jego działań i wypowiedzi coraz częściej wynika wniosek, że interesy Ameryki Trumpa bywają sprzeczne z interesami Polski i Unii Europejskiej. Trump dość swobodnie operuje pojęciami sojuszników i wrogów. Wobec Danii – państwa członkowskiego NATO – publicznie podnosił kwestię przejęcia Grenlandii, jednocześnie chwaląc się dobrymi relacjami z Władimirem Putinem, przywódcą wrogiej nam Rosji.
W relacjach z UE wprowadził 15-procentowe cła, a jego administracja często wypowiada się o Unii w sposób konfrontacyjny. Taka narracja wzmacnia nastroje eurosceptyczne – i bywa z zadowoleniem przyjmowana zarówno przez część ugrupowań konserwatywnych krytycznych wobec Brukseli, jak i przez polityków w Moskwie.
W 2026 roku przebudowa światowego porządku będzie kontynuowana. Musimy się w nim odnaleźć i konsekwentnie wzmacniać pozycję zarówno Polski, jak i Unii Europejskiej.